Przeglądasz teksty otagowane, jako:

Recenzje

„Profesor i szaleniec” (2019) | Recenzja

Filmy i seriale Sacrum i Profanum

Podziwiam odwagę scenarzystów, którzy sięgają po – z pozoru – nudno zapowiadające się historie. Dajmy na to przedmiot naszej recenzji: cóż może być frapującego w opowieści o człowieku, który pełnił funkcję redaktora pierwszego, oxfordzkiego słownika języka angielskiego? Niewiele. A co, jeśli powiemy, że ów redaktor był naukowym pariasem, ignorowanym przez środowisko i traktowanym przez nie z pobłażaniem? I dopiero ich własna niemoc w stworzeniu słowika spowodowała, że powierzyli to zadanie człowiekowi bez tytułu, a w dodatku – Szkotowi? Frapuje znacznie…

Przejdź do pełnego tekstu

„Nowiny ze świata” (2020) | Recenzja

Filmy i seriale Sacrum i Profanum

Westerny można lubić, albo nie. Produkcje spod znaku colta i dyliżansów z ostatnich lat zdają się wnosić w ten gatunek coś ponad standardy znane kultowych, ale i wiekowych produkcji; dość wspomnieć o „Django” (Dziki Zachód z perspektywy czarnoskórej społeczności), „Nienawistnej Ósemce (Dziki Zachód z dala od słonecznego Teksasu), „Zjawie” (Dziki Leonardo), czy chociażby „Balladzie o Busterze Scruggsie” (idealny przykład na to, jak ekranizować opowiadania). Osobiście nie mam wielkich doświadczeń z gatunkiem, a ciekawostki pokroju polskiego „Summer Love” tylko mnie do…

Przejdź do pełnego tekstu

„Dragon Quest II” (1987) | Recenzja

Gry Sacrum i Profanum

Nieco ponad pół roku po premierze pierwszego „Dragon Quest”, deweloperzy z Enix wypuścili na rynek drugą odsłonę gry, z fabułą osadzoną sto lat po wydarzeniach z pierwszej odsłony. Wszystko to działo się w styczniu 1987 roku, niemal rok przed premierą osławionego „Final Fantasy”. Wydawać by się mogło, że tak krótki dystans czasowy między „Dragon Quest” a „Dragon Quest II” może negatywnie przełożyć się na jakość końcowego produktu. Ciężko było jednak „zepsuć” grę, jeśli bazowało się na sprawdzonym schemacie (gra stanowiła…

Przejdź do pełnego tekstu

„Król” (2020) | Recenzja

Filmy i seriale Sacrum i Profanum

Na samym początku przyznaję – nie znam prozy Szczepana Twardocha, choć samego autora kojarzę choćby z reklam (jest to zresztą rzecz bez precedensu w polskiej kulturze, by pisarz był twarzą kampanii reklamowych banku czy przedsiębiorstwa odzieżowego). Co prawda, dowiedziawszy się o serialowej adaptacji „Króla”, nabyłem powieść, ale leży ona grzecznie na regale, i czeka, aż „obrobię” się z innymi lekturami, a poza tym już jakiś czas temu zerwałem z manierą powstrzymywania się przed obejrzeniem ekranizacji do czasu zapoznania się z…

Przejdź do pełnego tekstu

„Final Fantasy VI” (1994) | Recenzja

Gry Sacrum i Profanum

Do „Final Fantasy VI” podchodziłem świadom tego, że w przeróżnych rankingach na „najlepszego Fajnala” pozycja z „szóstką” na końcu regularnie ląduje na podium, kiedy wszystkie poprzednio ograne przeze mnie części są raczej daleko w tyle. Nie oczekiwałem jednak wiele – wszak czegoż można się spodziewać od dwuwymiarowej gry na 16-bitową konsolę, której cykl życia powoli zmierzał ku końcowi (w roku premiery „Final Fantasy VI” na rynku debiutowało pierwsze PlayStation, które zresztą miało stać się dla serii nowym domem)? Z takim…

Przejdź do pełnego tekstu

„Borat Subsequent Moviefilm” (2020) | Recenzja

Filmy i seriale Sacrum i Profanum

Powrót „Borata” był nagły i zaskakujący, bo któż mógł się spodziewać, że Sacha Baron Cohen, po 14 latach od premiery pierwszej odsłony przygód pewnego kazachskiego dziennikarza, powróci do tamtej kontrowersyjnej konwencji? Pieniądze jednak postanowił wyłożyć Amazon, zyskując w zamian wyłączność w dostępie do filmu na swojej platformie Prime Video, zaś Cohen wraz z innymi napisał szybko scenariusz, odnoszący się do wszystkich najważniejszych wątków amerykańskiego życia publicznego Anno Domini 2020. Jak łatwo odgadnąć, film pełen jest wątków związanych z wyborami prezydenckimi…

Przejdź do pełnego tekstu

„Meddle” – Pink Floyd (1971) | Recenzja

Muzyka Sacrum i Profanum

Przez wiele lat miałem duży problem z Floydami. Wszyscy naokoło mówili, jacy to oni nie wspaniali, ale nigdy nie potrafiłem się przekonać do ich stylu, który wydawał mi się po prostu nijaki. Cóż, widocznie do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć, a owe dojrzewanie nie zawsze jest skorelowane z wiekiem. W moim przypadku muzykę Floydów zrozumiałem dopiero po osłuchaniu się z innymi gigantami rocka progresywnego, na czele z Yes, King Crimson czy Gentle Giant. Dopiero wtedy zaskoczyło, choć dla osiągnięcia tego efektu…

Przejdź do pełnego tekstu