Przeglądasz kategorię:

Sacrum i Profanum

„Waterloo” (1970) | Recenzja

Filmy i seriale Sacrum i Profanum

Myślałem, żeby rozpocząć tę recenzję od wstępu historycznego, że po wieku wojen, jakim był wiek XVIII, nic nie zapowiadało tego, co stanie się udziałem Francji i Francuzów pod rządami małego Korsykanina, ale nie chcę nawet próbować, ponieważ złożoność zagadnień historycznych przytłacza domorosłego amatora historii, jakim jestem, a i sama epoka nigdy nie była szczególnie bliska mojemu sercu. Co innego sam Napoleon, do postaci którego sentyment zbudowała mi polska szkoła i polska tradycja (wszak Bonaparte dał nam przykład, jak zwyciężać mamy).…

Przejdź do pełnego tekstu

„Faraon” (1965) | Recenzja

Filmy i seriale Sacrum i Profanum

Długo przymierzałem się do tej recenzji, nie mając pomysłu choćby na pierwszy akapit. Ale im więcej czasu upłynęło od seansu, tym bardziej dojrzewała we mnie myśl, której nie boję się teraz wyrazić – że „Faraon” jest filmem na swój sposób wybitnym i niepowtarzalnym. Mało jest bowiem w kinie przykładów kina epickiego w sposób nie epatujący ową epickością. Aby lepiej zobrazować powyższą myśl, pozwolę przywołać „Kleopatrę” z 1963 roku. Dzieło to było klasycznym peplum, kinem „miecza i sandałów”, nakręconym z niebywałym…

Przejdź do pełnego tekstu

„Syn Szawła” (2015) | Recenzja

Filmy i seriale Sacrum i Profanum

Wydaje mi się, że współcześni twórcy muszą wykazywać się nie lada odwagą, by sięgać po tematy mające miejsce w czasie II Wojny Światowej – raz, że powstało w tym obszarze bardzo dużo innych, różnorodnych dzieł, i o wtórność łatwo (by chociażby wspomnieć dwa filmy o Dywizjonie 303 z 2018 roku, które wypadają wtórnie na tle „Ciemnoniebieskiego świata”), dwa, ta tematyka, jak się zdaje, nie jest już „modna”, a wraz ze śmiercią ostatnich świadków II Wojny Światowej umiera bezpowrotnie żywa pamięć…

Przejdź do pełnego tekstu

„Opowieści o pilocie Pirxie” – Stanisław Lem (1968/73) | Wrażenia

Książki Sacrum i Profanum

Moje czytelnicze zobowiązanie w ramach Roku Lema oparłem o serię wydań ramach „Światów Równoległych”, która powstała we współpracy Wydawnictwa Literackiego oraz Newsweek Polska, i w ramach której co dwa tygodnie, na przestrzeni 2016 i 2017 roku, w kioskach i punktach prasowych ukazywały się wybrane pozycje polskich autorów fantasy i sci-fi. Zatem to, że po raz kolejny sięgam po opowiadania Lema, nie jest świadomym wyborem, tylko prawem serii (tu: serii wydawniczej). Ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej wydaje mi…

Przejdź do pełnego tekstu

„Megami Tensei Gaiden: Last Bible” (1992) | Recenzja

Gry Sacrum i Profanum

„Megami Tensei Gaiden: Last Bible”, na Zachodzie znana, jako „Revelations: The Demon Slayer”, to spin-off serii Shin Megam Tensei (kojarzonej głównie z innego spin-offu, czyli serii „Persona”); Nie mogę zaprzeczyć, że połączenie wyrazów „handheld” oraz „jRPG”, jest mi szczególnie bliskie, zarówno z perspektywy gracza, jak i kolekcjonera. Tym większe zainteresowanie budzą we mnie pionierskie próby przeniesienia japońskich RPG na małe ekraniki konsol; i choć „Last Bible” nie była pierwszym tego typu eksperymentem, a z perspektywy czasu nie jest uznawana, za…

Przejdź do pełnego tekstu

„Bastion” (2011) | Recenzja

Gry Sacrum i Profanum

Tydzień temu dopadła mnie nad wyraz głęboka chandra. Nie wiem, czy osłabła, czy trwała, by uderzyć z jeszcze większą siłą w ten weekend, niemniej ostatnie siedem dni – jeśli idzie o elektroniczną rozgrywkę – wypełniła mi niepozorna gra „Bastion”, wyprodukowana przez garstkę osób pod koniec 2011 roku. Mimo że na ukończenie gry poświęciłem ok. 6 godzin, w jakiś sposób mnie ożywiła i pobudziła, być może przez wzgląd, jakim była gatunkiem (gra akcji z rzutu izometrycznego, do złudzenia przypominająca klasyczne hack&slashe),…

Przejdź do pełnego tekstu

„Profesor i szaleniec” (2019) | Recenzja

Filmy i seriale Sacrum i Profanum

Podziwiam odwagę scenarzystów, którzy sięgają po – z pozoru – nudno zapowiadające się historie. Dajmy na to przedmiot naszej recenzji: cóż może być frapującego w opowieści o człowieku, który pełnił funkcję redaktora pierwszego, oxfordzkiego słownika języka angielskiego? Niewiele. A co, jeśli powiemy, że ów redaktor był naukowym pariasem, ignorowanym przez środowisko i traktowanym przez nie z pobłażaniem? I dopiero ich własna niemoc w stworzeniu słowika spowodowała, że powierzyli to zadanie człowiekowi bez tytułu, a w dodatku – Szkotowi? Frapuje znacznie…

Przejdź do pełnego tekstu