Przeglądasz kategorię:

Gry

„Dragon Quest II” (1987) | Recenzja

Gry Sacrum i Profanum

Nieco ponad pół roku po premierze pierwszego „Dragon Quest”, deweloperzy z Enix wypuścili na rynek drugą odsłonę gry, z fabułą osadzoną sto lat po wydarzeniach z pierwszej odsłony. Wszystko to działo się w styczniu 1987 roku, niemal rok przed premierą osławionego „Final Fantasy”. Wydawać by się mogło, że tak krótki dystans czasowy między „Dragon Quest” a „Dragon Quest II” może negatywnie przełożyć się na jakość końcowego produktu. Ciężko było jednak „zepsuć” grę, jeśli bazowało się na sprawdzonym schemacie (gra stanowiła…

Przejdź do pełnego tekstu

„Final Fantasy VI” (1994) | Recenzja

Gry Sacrum i Profanum

Do „Final Fantasy VI” podchodziłem świadom tego, że w przeróżnych rankingach na „najlepszego Fajnala” pozycja z „szóstką” na końcu regularnie ląduje na podium, kiedy wszystkie poprzednio ograne przeze mnie części są raczej daleko w tyle. Nie oczekiwałem jednak wiele – wszak czegoż można się spodziewać od dwuwymiarowej gry na 16-bitową konsolę, której cykl życia powoli zmierzał ku końcowi (w roku premiery „Final Fantasy VI” na rynku debiutowało pierwsze PlayStation, które zresztą miało stać się dla serii nowym domem)? Z takim…

Przejdź do pełnego tekstu

„Limbo” (2010) | Recenzja

Gry Sacrum i Profanum

„Limbo” powstało w okresie, w którym rynkiem gier targała moda na „indie”, gry „niezależne”, będące dobrą odskocznią od coraz bardziej schematycznych i powtarzalnych gier AAA. Była to zatem jedna z tych małych produkcji współtworząca ów nurt, który potem tak bardzo przybrał na intensywności, że aż stał się nieprzyjemnym potokiem brei o różnej konsystencji. I choć wielu twórców starało się później naśladować stylistykę „Limbo”, nikomu nie udało się nawet zbliżyć do pierwowzoru (stąd to trywialne obrazowanie powyżej). Tak, po 10 latach…

Przejdź do pełnego tekstu

„Catherine: Full Body” (2019) | Recenzja

Gry Sacrum i Profanum

Czułem się wyjątkowo dziwnie, rozpoczynając przygody Vincenta, głównego bohatera „Catherine: Full Body”, ponieważ by zrozumieć Vincenta oraz położenie, w jakim się znalazł, nie musiałem silić się na nadmierną empatię – Vincent jest odwzorowaniem wielu „niepożenionych” mężczyzn po 30-stce, żyjących w dżunglach miast krajów rozwiniętych, więc w wielu aspektach jego postać wydała mi się nad wyraz znajoma, a wręcz lustrzana. Nie zdobędę się oczywiście na tworzenie zestawień z podobieństwami, a czym prędzej przejdę do nakreślenia fabuły: Vincent, 32-letni pracownik bliżej niesprecyzowanej…

Przejdź do pełnego tekstu

„The Legend of Zelda: Breath of the Wild” (2017) | Recenzja

Gry Sacrum i Profanum

Na samym początku tajemniczy, choć zarazem dobrze znany głos szepcze głównemu bohaterowi: „open your eyes” – otwórz oczy. Nie jest to zwrot w żadnej mierze karcący, nakazujący zmianę jakiegoś postrzegania, lecz prośba – tak do świata, jak i samego Linka. Nasz bohater pogrążony jest w śnie trwającym sto lat. Prośba zostaje wysłuchana, i Link budzi się ze snu – w tym miejscu rozpoczyna się nasza przygoda z „The Legend of Zelda: Breath of The Wild”. Myślę, że powyższe słowa –…

Przejdź do pełnego tekstu

„Dragon Quest” (1986) | Recenzja

Gry Sacrum i Profanum

U zarania elektronicznej rozrywki wiele było prób przeniesienia na ekrany konsol i komputerów systemów RPG, czyli wydanych w formie książkowej zestawów zasad pozwalających odgrywać w całkiem realnym świecie wyimaginowane role. Spośród tych projektów zaangażowanemu i rozeznanemu w temacie graczowi mogą przyjść na myśl przede wszystkim dwa tytuły: wydana w 1980 roku „Ultima”, oraz opublikowane rok później „Wizardy”; były to gry na tyle znaczące, że doczekały się one na przestrzeni kolejnych 40 lat (sic!) wielu kontynuacji. Nie trzeba chyba wyjaśniać, jakie…

Przejdź do pełnego tekstu

„Final Fantasy V” (1992) | Recenzja

Gry Sacrum i Profanum

Do „Final Fantasy V” przystąpiłem z marszu, zaraz po ukończeniu solidniej i świetnie zremasterowanej części IV. Takie ogrywanie relatywnie podobnych do siebie gier bezpośrednio po sobie ma tę wadę, że przy poznawaniu nowego tytułu szybciej dopada mnie znużenie, sama zaś gra potrafi „przeleżeć” kilka miesięcy, zanim na powrót do niej wrócę (co nie sprzyja angażowaniu się w fabułę). W przypadku „Final Fantasy V” owa przerwa znów wystąpiła, ale aż po 20 godzinach rozgrywki; wspomniane wyżej uczucie znużenia nie nastąpiło tak…

Przejdź do pełnego tekstu