Przeglądasz kategorię:

Gry

„Cyberpunk 2077” (2021) | Recenzja

Gry Sacrum i Profanum

Cesarz gier cRPG. Mesjasz gatunku. Gra – rewolucja, mająca zmieść z powierzchni ziemi wszystkie wydane do tej pory produkcje, a także leczyć śmiertelne choroby. Keanu Reeves na pokładzie, wielka gwiazda, może nawet największa, jaka do tej pory zdobyła się na tak duży udział w grze wideo. Wszystko to, co powyżej, było efektem ogromnego, marketingowego „hajpu”, ale również w pełni zrozumiałych oczekiwań: „Wiedźmin 3”, poprzednia produkcja CD Project RED, okazał się wybitnym połączeniem gier z otwartym światem i zamkniętych, korytarzowych produkcji,…

Przejdź do pełnego tekstu

„Megami Tensei Gaiden: Last Bible” (1992) | Recenzja

Gry Sacrum i Profanum

„Megami Tensei Gaiden: Last Bible”, na Zachodzie znana, jako „Revelations: The Demon Slayer”, to spin-off serii Shin Megam Tensei (kojarzonej głównie z innego spin-offu, czyli serii „Persona”); Nie mogę zaprzeczyć, że połączenie wyrazów „handheld” oraz „jRPG”, jest mi szczególnie bliskie, zarówno z perspektywy gracza, jak i kolekcjonera. Tym większe zainteresowanie budzą we mnie pionierskie próby przeniesienia japońskich RPG na małe ekraniki konsol; i choć „Last Bible” nie była pierwszym tego typu eksperymentem, a z perspektywy czasu nie jest uznawana, za…

Przejdź do pełnego tekstu

„Bastion” (2011) | Recenzja

Gry Sacrum i Profanum

Tydzień temu dopadła mnie nad wyraz głęboka chandra. Nie wiem, czy osłabła, czy trwała, by uderzyć z jeszcze większą siłą w ten weekend, niemniej ostatnie siedem dni – jeśli idzie o elektroniczną rozgrywkę – wypełniła mi niepozorna gra „Bastion”, wyprodukowana przez garstkę osób pod koniec 2011 roku. Mimo że na ukończenie gry poświęciłem ok. 6 godzin, w jakiś sposób mnie ożywiła i pobudziła, być może przez wzgląd, jakim była gatunkiem (gra akcji z rzutu izometrycznego, do złudzenia przypominająca klasyczne hack&slashe),…

Przejdź do pełnego tekstu

„Dragon Quest II” (1987) | Recenzja

Gry Sacrum i Profanum

Nieco ponad pół roku po premierze pierwszego „Dragon Quest”, deweloperzy z Enix wypuścili na rynek drugą odsłonę gry, z fabułą osadzoną sto lat po wydarzeniach z pierwszej odsłony. Wszystko to działo się w styczniu 1987 roku, niemal rok przed premierą osławionego „Final Fantasy”. Wydawać by się mogło, że tak krótki dystans czasowy między „Dragon Quest” a „Dragon Quest II” może negatywnie przełożyć się na jakość końcowego produktu. Ciężko było jednak „zepsuć” grę, jeśli bazowało się na sprawdzonym schemacie (gra stanowiła…

Przejdź do pełnego tekstu

„Final Fantasy VI” (1994) | Recenzja

Gry Sacrum i Profanum

Do „Final Fantasy VI” podchodziłem świadom tego, że w przeróżnych rankingach na „najlepszego Fajnala” pozycja z „szóstką” na końcu regularnie ląduje na podium, kiedy wszystkie poprzednio ograne przeze mnie części są raczej daleko w tyle. Nie oczekiwałem jednak wiele – wszak czegoż można się spodziewać od dwuwymiarowej gry na 16-bitową konsolę, której cykl życia powoli zmierzał ku końcowi (w roku premiery „Final Fantasy VI” na rynku debiutowało pierwsze PlayStation, które zresztą miało stać się dla serii nowym domem)? Z takim…

Przejdź do pełnego tekstu

„Limbo” (2010) | Recenzja

Gry Sacrum i Profanum

„Limbo” powstało w okresie, w którym rynkiem gier targała moda na „indie”, gry „niezależne”, będące dobrą odskocznią od coraz bardziej schematycznych i powtarzalnych gier AAA. Była to zatem jedna z tych małych produkcji współtworząca ów nurt, który potem tak bardzo przybrał na intensywności, że aż stał się nieprzyjemnym potokiem brei o różnej konsystencji. I choć wielu twórców starało się później naśladować stylistykę „Limbo”, nikomu nie udało się nawet zbliżyć do pierwowzoru (stąd to trywialne obrazowanie powyżej). Tak, po 10 latach…

Przejdź do pełnego tekstu

„Catherine: Full Body” (2019) | Recenzja

Gry Sacrum i Profanum

Czułem się wyjątkowo dziwnie, rozpoczynając przygody Vincenta, głównego bohatera „Catherine: Full Body”, ponieważ by zrozumieć Vincenta oraz położenie, w jakim się znalazł, nie musiałem silić się na nadmierną empatię – Vincent jest odwzorowaniem wielu „niepożenionych” mężczyzn po 30-stce, żyjących w dżunglach miast krajów rozwiniętych, więc w wielu aspektach jego postać wydała mi się nad wyraz znajoma, a wręcz lustrzana. Nie zdobędę się oczywiście na tworzenie zestawień z podobieństwami, a czym prędzej przejdę do nakreślenia fabuły: Vincent, 32-letni pracownik bliżej niesprecyzowanej…

Przejdź do pełnego tekstu